43-letni aktor wyznał, że kilka tygodni temu podjął decyzję o wycofaniu się z życia w Internecie, dlatego ominęło go zamieszanie związane z tym, że jego nowy film „Rebelia” był przez pewien czas promowany jako historia początków Robina Hooda.
Andrew Garfield robi sobie detoks od mediów społecznościowych
43-letni aktor wyznał, że kilka tygodni temu podjął decyzję o wycofaniu się z życia w Internecie, dlatego ominęło go zamieszanie związane z tym, że jego nowy film „Rebelia” był przez pewien czas promowany jako historia początków Robina Hooda.
Powiedział w rozmowie z „The Hollywood Reporter”: „To wszystko trochę mnie ominęło. Od trzech tygodni jestem na odwyku od mediów społecznościowych.
To dziwne, ale dobre uczucie. Tak więc to całe zamieszanie związane z promocją trochę mnie ominęło, ale naprawdę ufam firmie Focus.
Ufam [reżyserowi] Paulowi [Greengrassowi]. Ufam, że ten film dotrze do tych widzów, do których powinien dotrzeć.”
Film rozgrywa się podczas powstania chłopskiego z lat 80. XIV wieku, a Andrew wciela się w pogrążonego w żałobie rolnika Ploughmana.
Mówiąc o analogiach między filmem a współczesnym światem, stwierdził: „Obecnie na świecie panuje powszechny gniew, z którego ludzie albo zdają sobie sprawę, albo go unikają, albo po prostu oszukują samych siebie.
„Wszyscy odczuwamy ten powszechny gniew, a jednocześnie kryje się w nas głęboka tęsknota za ponownym połączeniem się z wodą życia, ze źródłem tego, co w ogóle oznacza bycie człowiekiem. „Gdzieś po drodze zatraciliśmy duszę – nawet teraz, gdy o tym mówię, targają mną emocje.
„Wszyscy tkwimy w niewidzialnym więzieniu, które nie pozwala nam poczuć, że przynależymy do tej ziemi, do samych siebie i do siebie nawzajem. To ono odcina nas od godności naszych własnych dusz.”
Andrew zwrócił uwagę na to, że wszyscy „bardzo tęsknimy za powrotem do poczucia przynależności”, zaznaczając jednak, że rozwiązanie tego problemu „nie jest proste”.
Dodał: „Żyjemy dziś w obsesji, by uciec ponad nękające nas problemy – najchętniej na jakąś inną planetę, byle tylko mieć to z głowy. To niczego nie rozwiąże.
„Mam wrażenie, że ratunek kryje się w zupełnie odwrotnym, wbrew pozorom, kierunku – musimy zejść w głąb. Musimy zejść na sam dół – przedrzeć się przez cały nasz ból, gniew, cierpienie i udrękę.”
Odtwórca roli Spider-Mana zasugerował, że tym, co jednoczy ludzi, jest „nasze zranienie”.
Dodał: „Dopiero schodząc tak głęboko, jesteśmy w stanie odnaleźć nasze połączenie z naturą i z drugim człowiekiem.
„Dopiero wtedy zdajemy sobie sprawę, że naszym zadaniem jest bycie stróżami tego cudu, jakim jest życie i planeta Ziemia – a nie jego ciemiężycielami czy ofiarami.”
Andrew Garfield robi sobie detoks od mediów społecznościowych





